***


Czasami tam chodzę, nie ma w tym nic dziwnego, każdy tam czasami trafia bardziej lub mniej przypadkowo. W moim przypadku należy przejść bardzo długi za to niezbyt szeroki korytarz. Jego ściany są ozdobione różnego formatu malowidłami od starych olbrzymich obrazów przedstawiających cyfrowego Jezusa w grubych złotych ramach, po dziecinne bazgroły na skrawkach papieru przytwierdzonych tu i ówdzie pinezkami czy szpilkami.  Panuje w nim ten dziwny rodzaj półmroku który pozawala dostrzec wszystko to, co miło być pokazane, a resztę kryje w nieprzeniknionym cieniu. Człowiek nie zdaje sobie sprawy jak wiele możne przed samym sobą , nie mówiąc już o innych, ukryć jedynie dzięki sprytnej grze świateł. Na końcu korytarza brak ściany, jakby odskoczyła na jakieś trzydzieści centymetrów. Rośnie tam zielona trawa i widać lazurowe niebo w tej między wymiarowej szparze. Drzwi za każdym razem są inne ale zawsze jest na nich wydrapany ten sam napis, czasami ogromny czasami tak mały że ciężko go znaleźć ale jest tam zawsze. Gdy mam szczęście i nie są zamknięte mogę wejść do olbrzymiego pomieszczenia rozmiarów małego miasteczka, sklepienie jest tak wysoko że czasem zbierają się pod nim zbłąkane chmury które musiały przez przypadek wlecieć jednym z ogromnych okien. Za każdym z nich jest inna pogoda, nie do końca wiem od czego to zależy. Cały ten obszar jest zawalony wszelkiej maści rupieciem, gdzie niegdzie piętrzącym się aż pod sufit. Błąkam się godzinami, czasem dniami, skręcając w przypadkowo wybrane uliczki, niczego nie szukam więc niczego też nie znajduje, chodzi chyba tylko o bierną obserwacje. Ostatnio znalazłem uliczkę ozdobioną wszelkiej maści manekinami. Jedne z nich były ukrzyżowane inne nabite na pale jeszcze inne powieszone, połamane na kole z dziurami w głowach po rozmaitych kalibrach , bez głów, bez rąk z dodatkowymi kończynami, manekiny syjamskich bliźniaków zrośniętych najróżniejszymi częściami ciała. Później zauważyłem że każdy z manekinów jeśli posiadał głowę miał do nie przybite zdjęcie mojej beztrosko szczerzącej zęby twarzy, a może zdjęcia pojawiły się dopiero jak o tym pomyślałem? Sam nie wiem, strasznie to wszystko plastikowo, różowo warholowskie aż zbiera na wymioty. W tym pomieszczeniu cały czas coś się zmienia, czegoś ciągle przybywa, coś zmienia miejsce, położenie, kolor, smak, zawartość, opakowanie etc. Nic jednak nie znika to czuć w powietrzu które się tam unosi w przestrzeni.Cdn.  

follow-the-white-rabbit 2009-04-12 00:14:48
skomentuj (0)