|
Becouse You Wanted ItGdy nie wiedziałem czym jest, błagałem by otrzymać. Wyciągałem ręce ku niebu a mój wrzask wzlatywał ku bezbrzeżnej otchłani czystego błękitu. Słyszałem proroctwo. Atakowało mnie swymi groźbami poprzez usta moich przyjaciół, słowa widzących i szklane ekrany. Wizja bólu rodziła, płynącą szeroką wstęgą, kpinę. Nie wierzyłem, nie ustając w gorących prośbach. A zawsze gdy prosisz wystarczająco mocno zostaje ci dane. Nie wiedziałem nawet, że nadeszło. Wszystko co czytałem, wszystko co odkryłem, objawy które rozpoznawałem to nic nie daje. On potrafi wyślizgnąć się wszelakiej definicji. Nie da się go złapać jak nie da się pochwycić samego siebie. I tak zacząłem prosić by mnie opuścił. Nie wiedziałem jak ciężkie jest brzemię, które tak desperacko starałem się zdobyć. Czy dawało to wszystko co chciałem mieć? Myślę, że dawało o wiele więcej.
I wszystko było by prostą przypowieścią, gdyby nie to, że teraz mi brak. Wiem, że tym razem pójdę krok dalej. Wrócę z przestraszonymi oczyma i drżącymi rękoma, dziękując że to już koniec. Ale i tak zrobię to znów, by zrobić jeszcze jeden krok wgłąb i jeszcze raz i jeszcze... Tu nie chodzi o balansowanie na krawędzi. To coś w rodzaju misji, przeznaczonej mi karmy z którą muszę w końcu popłynąć. Marionetki, lalki, kukiełki. W ten sposób jest łatwiej, ze znieczuleniem z znieczulicą. Czy to źle, że bawi mnie twój ból? Jest w nim coś groteskowo śmiesznego, co budzi ten miły dreszcz. Znowu... Widzę pełne ufności oczy zalewane powoli gęstym zaskoczeniem. Ojej, co się stało? follow-the-white-rabbit 2010-09-29 23:46:29 skomentuj (1) |
||||
|