Burn My Shadow


Plaża jest szeroka i ciągnie się przez trzy czy cztery kilometry. Październik... albo listopad, jakie to ma znaczenie? On i tak nie zna się na miesiącach. Kuca i na brudnoszarym piasku kreśli wielkie, nie mające żadnego znaczenia symbole. Robi to dokładnie i powoli jak gdyby widział ułożenie dokładnie stawianych linii gdzieś za swoimi oczami i tylko je powielał. Chłodna woda od czasu do czasu dosięga jego bosych stóp, moczy spodnie, zmazuje część znaków. Natychmiast je przerabia, transformuje w coraz to nowe, bardziej skomplikowane piktogramy. Powietrze pełne jest zapachu wolnej, nieskrępowanej niczym przestrzeni. Nie widać chmur ani słońca. Jednolita szara tafla miesza się z niebieskawą, gdzieś w okolicach widnokręgu. Słychać monotonne zawodzenie jakiegoś ptaka. Siadam na wilgotnym piasku i patrzę. Biorę głęboki oddech. Ozon. Z zaostrzonym patykiem w dłoni mamrocze pod nosem, niezrozumiałe urywki zdań łączą się w jego ustach w surrealistyczny bełkot. Kładę się. Na moich plecach piasek odciska mokrą plamę. Czuje jak wchodzi w moje włosy. Jest bardzo drobny, wnika we mnie. Poszczególne cząsteczki znajdują puste przestrzenie pomiędzy molekułami mojej skóry i wypełniają je.
Ma na głowie wysoki, biały cylinder i rozbiegane oczy. Jego ciało wypełnione jest od środka tysiącami znaków których nie nadąża przenosić na piasek. Nagle wybucha śmiechem. Śmieje się głośno, pełną piersią i równie niespodziewanie milknie, wracając czym prędzej do labiryntu znaczeń ukrywających się między koślawymi zawijasami. Rozgląda się ukradkiem na boki, jakby zdał sobie sprawę że popełnił straszliwe faux pa, że śmiech nie może tutaj zostać integralną częścią przestrzeni, że nie toleruje go tutejszy czas. 

Nie widze nic poza idealnie szarą tarczą ciężkiego, jesiennego nieba. Zaczyna mżyć. Moje kończyny sztywnieją, krople rozbijają się  na mojej twrzy. Drżę, tzrnsę się zaciskam dłonie w pięści i okładam nimi drobny pisek, kopię, szamocę się. Nie wiem co dalej.

 



follow-the-white-rabbit 2010-02-08 00:57:49
skomentuj (2)