|
fenomenologia hipokryzjiDziś nie masz wyboru. Musisz robić najmocniej, najlepiej, być najbardziej, najsilniej, najwięcej. Nikt nie ma szacunku dla teoretyków, nie możesz tylko chcieć, zachwycać się wielobarwną hipotezą, która przecież musi być hołubiona i dopieszczona przed jej skonsumowaniem, które i tak jest nieuniknione. Bardzo przyjemnie jest popaść w automatyczną klasyfikacje, która oszczędza nam tak żmudnej i nieprzyjemnej czynności, jaką jest myślenie. Jakże łatwo wyrzygać się na kogoś górą schematów a nie przyjmować do wiadomości żadnych kontr argumentów. To by wymagało weryfikacji, konfrontacji, wyciągnięcia wniosków, przeprowadzenia swego rodzaju rachunku i otrzymania wyniku. Czy nie wkurwiające by było gdy po tak ciężkiej pracy okazało by się że nasz początkowy wynik był błędny bo rachunek nie obejmował nie przewidzianych przez nas zmiennych. W takim bądź razie, po co to robić? Po jaką cholerę wymieniać komfort na prawdę, po co dowiadywać się o własnej omyłce skoro jest ona powszechnie popierana i akceptowana? Nauczyłem się przez te kilka lat, że nie warto próbować na siłę uświadamiać skoro nikt tego nie chce. Tkwią w pułapce żelaznej konsekwencji i tam jest im dobrze a mi nic do tego. Zanim ich oczy zostaną otwarte zdążą cię ukrzyżować i zdrowo przerżnąć pałą Longinusa. I tak właśnie, rzeczywiście staje się hipokrytą (i konformistą), ze względu na to, że uważam wyjaśnianie podobnych spraw za niezwykle ważne, ale z wygody tego nie robie. Nie mam już ani siły ani ochoty na tego typu działania. follow-the-white-rabbit 2009-03-07 21:24:49 skomentuj (0) |
||||
|