|
I tak dalej...Po raz kolejny nurzam się w wodach płodowych banału, zamkniętych w wielkim brzuchu, rozdętej do granic możliwości tragedii. Jestem do niej podczepiony szeroką pępowiną przez którą karmiona jest moja hipochondria; jej wynikiem (czy wymysłem jak kto woli) jest owa tragedia. To samonapędzająca się spirala, efekt węża zjadającego własny ogon. Trochę już mi brakuje siły żeby szukać…
Wrzód w mojej nieświadomości puchnie, już niedługo będzie tłusty i dojrzały z olbrzymią białą końcówką. Ktoś go lekko szturchnie, delikatna, cieniutka błona pęknie i szerokim żółtym strumieniem poleje się przyjemnie ciepła ropa. Będzie spływać malowniczymi kaskadami po wewnętrznych stronach moich łuków brwiowych i zaleje mi oczy. Stwardnieje i w końcu będę pogrążonym w introspektywnym bełkocie katatonikiem. Musze się stąd wydostać, ale nie potrafię znaleźć drzwi.
…rozwiązań. Może problem tkwi właśnie w tym całym labiryncie znaczeń, który ma tendencję do rozrastania się gdy tylko zbliżam się do wyjścia? Musze skupić myśli, zebrać je jak owce które rozlazły się we wszystkie strony po pastwisku, co do jednej, inaczej stado nie będzie pełne a mój rozum kompletny. Chociaż z drugiej strony, tej którą gdzieś głęboko ukryłem przed samym sobą wiem, że nie doprowadzi mnie to do żadnego rozwiązania. Zapcha trochę czasu, skomplikuje sprawy i niczego nie rozwiąże. Niech to kurwa jasny szlag.
Mam wrażenie, że powoli przekraczam granice monotonii i okazuje się, że tam dalej jest jeszcze długa droga wypełniona cykliczną mantrą przypominającą hipnotyczny stukot stalowych kół wielkiego pociągu. I nawet już nie boli mnie to, że wszystko, codziennie zdaje się być takie samo etc. Zaczyna mi to być obojętne. I to jest chyba w końcu stan do którego dążyłem. Problem tkwi w całej liście rzeczy, które mają dla mnie znaczenie a nie powinny. Musze koniecznie zrobić listę i zacząć systematycznie wykreślać! follow-the-white-rabbit 2010-01-19 22:31:41 skomentuj (1) |
||||
|