|
imperializm (malkontent vol. II)Paniusie dekadencko zakochane w literaturze, kawie, cienkich, mentolowych papierosach, Tiffanym, Fellinim i Chaplinie. Paniusie buntowniczo zakochane w rhcp, radiohead, tool anoreksji, bulimii, schizofrenii, piercingu. Dziewczynki co lubio koniki i smoky. Abstrahuje od szeroko pojętego gatunku, który orbituje wokół różu, plastiku itp. Ooo ale jak już przy tym jestem: New rave paniusie. Następny gatunek, którego szczerze nienawidzę: Młode matki. Osierociłbym te wszystkie wpadki z pierwotną przyjemnością. Ale wracając do naszych pierwszych delikwentek, bo się zagalopowałem nieco.
- Bo otoczenie mnie do końca nie akceptuje. - Dlaczego? - Myślę, że może to być spowodowane tą szczyptą ekstrawagancji, ekscentryzmu.
Didaskalia: Lekki śmiech stylizowany na nieśmiały, dzięki czemu mówiący: „Jestem już dorosłą odpowiedzialną kobietą, ale mam w sobie też dużo z dziecka, dzięki czemu jestem taka wyjątkowa i szalona. Bo dzieci wyróżnia ta ciekawość, no wiesz (z wyższością) ciekawość świata: domena filozofów.” Na moje czoło wychodzi wielka, tłusta, napęczniała, niebieskawo-zielona żyła i zaczyna stepować. Myślę o tym jak bardzo była by ekstrawagancka z imadłami na policzkach, które powoli zakręcam. Jak bardzo oryginalny kształt przybrało by twoje oko gdybym wbił w nie igłę i wyssał strzykawką tą flegmę, która jest między źrenicą a siatkówką a później wstrzyknął ci to gówno w język. Jak intrygująca stała by się twoja gładka twarz gdybym spróbował zedrzeć z niej puder obieraczką do warzyw. Zastanawiając się nad tym wszystkim uśmiecham się tak słodko jak tylko potrafię. Niestety moja fizjonomia nie ma do tego odpowiednich predyspozycji i o grymasie, który właśnie przywarł do mojej twarzy można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest słodki. A może to obrzydzenie, które bulgocze tuż pod martwym naskórkiem zaczęło być widoczne?
Musze tam niedługo wrócić. Jeszcze kilka dni i nocy i wszystko wróci do normy. Będziemy chodzić zorganizowani i poważni, uczesani i przezorni. Ale jeszcze dzisiaj i jutro, pojutrze i popojutrze…
Jeszcze dwa miesiące. Przez dwa miesiące tak mi odjebie, że będę się wysławiał jedynie monosylabami i wpieprzał kleik przez rurkę wepchniętą w gardło przez jakiegoś barczystego pana w białym kitlu. Przynajmniej nikt nie będzie specjalnie zdziwiony jak będę rzucać w odwiedzających własnymi fekaliami wrzeszcząc, że ich ubiór nie zachowuje zasad geometrii. Czy później nauczą mnie, w ramach resocjalizacji, zawodu spawacza i będę żył długo i szczęśliwie łącząc nierozerwalnie metalowe elementy, co dawać mi będzie satysfakcje i spełnienie? Zobaczymy. follow-the-white-rabbit 2010-03-02 16:37:26 skomentuj (1) |
||||
|