Just cause you feel doesn't mean is there!


Poziom mojej naiwności zaczyna przekraczać granice, po długiej i uciążliwej drodze, utykaniu w rozmaitych korkach, paru stłuczkach, odwiedzeniu niezliczonych miast i wsi etc. pokazuje paszport i z uśmiechem na twarzy oraz poczuciem samorealizacji wjeżdża do Związku Onaniztycznych Republik Głupoty.

Bo czym jest wmawianie sobie bzdur wyssanych w gruncie rzeczy z palca, jak nie psychiczną masturbacją, która wzbudza złudne poczucie kalekiego, wypaczonego szczęścia? A kiedy mija moment odurzenia cudownym kłamstwem widać igłę, która przeszła przez moje ucho, przebiła bębenek i wpakowała w mózg kosmiczną dawkę syntetycznej radości.

I fale lodu i fale magmy i obrzydzenia i każdy dotyk jest śliski i obleśny a każde słowo ocieka gęstym, niezidentyfikowanym, ciemnoniebieskim szlamem. Nie mam ochoty obracać tej olbrzymiej kuli pod moimi stopami nigdy więcej, bolą mnie od tego mięśnie i mam zakwasy. Jestem zmęczony terminami, definicjami, określeniami, klasyfikacją i racjonalizmem który nigdy nie był racjonalny. Zmęczony, sinusoidalnym biegiem myśli gdzie okres opiewa na kilka nanometrów a amplituda na lata świetlne. Wybuch na słońcu, temperatura -235 na plutonie, słońce, pluton, słońce, pluton, moja głowa pęcznieje, wzdyma się oczy zapadają się do wewnątrz czaszki, implozja, eksplozja, implozja, eksplozja, nie mogę krzyczeć nikt nie uwierzy, implozja eksplozja, pobłażliwe uśmiechy, implozja eksplozja, nawet ja, implozja eksplozja, nie wierze i zaciągam, zamykam, rygluje głęboko na dnie...



to taka lekka migrena nic więcej.

 

follow-the-white-rabbit 2009-03-10 09:52:15
skomentuj (0)