|
śmierć na pięćJestem rozjątrzoną raną w brzuchu sympatycznego, młodego człowieka. Sympatyczni, młodzi ludzie wypełniają moje zatoki. Rozpychają je od środka do nienormalnych rozmiarów, aż moje łuki brwiowe puchną, napęczniałe gęstą, kreatywną myślą sympatycznych, młodych ludzi i ich ciałami które w niej pływają. Te ciała… obficie ozdobione makijażem, włosy grube, odżywione, zęby białe, perliście, sylwetka wyrzeźbiona, na starogrecką modłę. Te ciała przy każdym najmniejszym ruchu obijają się o wewnętrzne ściany zatok, bolą mnie, wszystkie. Ich żółta myśl gromadzi mi się w kącikach oczu kiedy śpię a gdy rano ją wydłubie wypływa, nieco rozwodnioną zawiesiną. Zbieram ją by otrzymany został klarowny przesącz. Osad zdrapuję a następnie wcieram w wewnętrzną stronę prawej powieki. Przesącz wstrzykuje w mój spragniony wrażeń rdzeń kręgowy. Nie jestem do końca pewien jakie uczucie wywołuje we mnie gorzki smak tej zardzewiałej suki. Omne ignotum pro magnifico nawet gdy znam tą zależność. Ale w przypadku wszystkiego co mnie otacza, teoria nie pokrywa się z praktyką a to z kolei niszczy główne arterie informacji. Bazy danych są wypełnione sprzecznymi komendami. Te z kolei doprowadzają do deprywacji już i tak wypaczonego systemu. Utrzymuje w pionie wiecznie walące się ściany, czując się jakbym ciągle sięgał do głębszych rezerw energetycznych. Nie znajduje sposobu na uzupełnienie braków. Na razie posiadam jedynie mgliste przeczucie dna, ale jeśli ono istnieje, niech nigdy nie dane mi będzie żeby palce mojej sięgającej po jeszcze dłoni. go dotknęły. Słucham w najwyższej dostępnej mi jakości, specjalnie spreparowanych dźwięków które biorą w swoje, żylaste, silne dłonie moją osobowość i gniotą ją jak ciasto. Być może dzięki temu usunę hiperstezje pewnych fragmentów kory mózgowej. follow-the-white-rabbit 2010-03-04 22:25:41 skomentuj (6) |
||||
|