Zapowiedź powrotu do przeszłości


Huśtam się na krześle, uśmiechnięty i zadowolony z absencji pewności. Bo przecież może, ale wcale nie musi. Zajęty wahaniem się, nie mam czasu by zaprzątać sobie głowę maską realisty, która połatana i zniszczona od nadmiernej eksploatacji leży spokojnie w jakiejś szufladzie. Chwiejna równowaga wypełnia mnie tym rodzajem nieuzasadnionego, czystego i bezinteresownego szczęścia. Bo jakby mogę ale wcale nie muszę.Huśtam się na krześle a moją pierś rozpycha cudownie lekka chmura w kolorze indygo. Bo wizja przymusu wykonania akcji i zniesienia reakcji jest daleka. Wszystko wydaje się być takie prawdopodobne i wysysam słodkie mleko z piersi nadziei które daje mi siłę ale jest zatrute, o tym dowiaduję się jednak dopiero później.  

Zawsze znajdzie się ktoś lub coś co/kto podetnie te dwie nóżki. Moment zawieszenia, dezorientacji, uświadomienia, przerażenia, rozpaczliwe i karkołomne poszukiwania podparcia i spadanie bez upadku i roztrzaskania się, po prostu zapierające dech spadanie w pustą, ciemną nie mającą końca przestrzeń.
Tylko jakie to ma znaczenie?
Jaką to wszystko robi różnice?
Nie mam komu tego wszystkiego powiedzieć, dlatego idę do sklepu z artykułami żelaznymi i kupuję w nim łopatę. Potem wyjeżdżam za miasto i gdzieś w szczerym polu otoczony widnokręgiem kopię niewielki dół, wkładam do niego głowę i wrzeszczę, zwracam wszystkie nie strawione myśli aż poczuje w gardle piach importowany wprost z Sahary. Ale jakie to ma znaczenie skoro matka ziemia nie odpowiada? Czasami tylko między jedną a drugą  zabawną historyjką zabijającą bezlitośnie czas udaje mi się napomknąć o całym tym gównie, tylko nikt nie potrafi zrozumieć słów: „Przyłóż ucho do ziemi i słuchaj bo nosi ona te z moich słów, których nie potrafię wypowiedzieć.”. W zasadzie rozumiem to doskonale, mnie też by to nie obchodziło, to nie prawdziwe problemy to coś w rodzaju sztucznie wyimaginowanej hipochondrii pokrytej grubo niebieską farbą. Bo oto znowu pojawia się ta sama sytuacja, ta sama co zawsze, wyciągam rękę po olbrzymie czerwone jabłko… piękne, jak sądzę…
Tak czy inaczej mięśnie chcą wyrwać kości ze stawów żeby dodać te parę brakujących milimetrów bo z nie wiadomych przyczyn moja motoryka siada gdy jabłko muska leniwie moje palce i mogę tylko bezradnie wyciągać rękę. I niby mam z nim kontakt ale o zerwaniu a nie mówiąc już o konsumpcji mogę sobie tylko pomarzyć,  z  powodu, nawet mi nie znanych do końca, przyczyn.  


Nie mam wyjścia trzeba wrócić do nieświadomości.


follow-the-white-rabbit 2009-03-26 22:34:49
skomentuj (2)